SAINT LÉGER okiem Stefana Madeja

0

Po 15 latach wspinania i dziesiątkach odwiedzonych rejonów, wydawało mi się, że naprawdę sporo już wiem, przynajmniej o zachodnioeuropejskich ogródkach skalnych. Ten wyjazd jednak zmienił moje podejście…
–  Gdzie jedziecie? St. Leger? Na południu Francji? Tak, też słyszałem że jest ok. Wolałbym (6-ty raz) do Rode, ale skoro nie dacie się namówić to dolecimy do tej Prowansji…
Tak było 3 tygodnie temu, jednak już parę dni później naszym oczom ukazała się prawdziwa wspinaczkowa perełka, a raczej duża perła.

st-leger-madej

Zanim przejdę do opisów samych skał, zacznę od informacji, która może nie spodobać się wspinaczom typu „imprezowicz”. W St. Léger nie pobalujesz ;] Nie mówię oczywiście o wieczornych kalamburach w towarzystwie kilku butelek francuskiego wina, bo to wychodzi tam doskonale. Natomiast poza kilkoma domkami mieszkalnymi i kościółkiem, na miejscu nie ma kompletnie nic. Sklepu, baru, knajpy czy nawet kempingu (ten akurat jest ale parę kilometrów dalej), tylko cisza, spokój i szum rzeki. Co ciekawe nie ma nawet ludzi. W skałach, w największych sektorach spotykamy po 2-3 zespoły, a w pozostałych jesteśmy zazwyczaj sami. Gratka dla osób szukających odpoczynku.

st-leger-podpisy

No ale co z tym wspinaniem? Obłędne! Przeważają lekkie i średnie przewieszenia oraz typowo hiszpańskie kaloryfery, ale zwolennicy krawądek czy wspinania w dachu także znajdą coś dla siebie, bo rejon jest naprawdę ogromny. Polecam zabrać co najmniej 70metrową linę i nie mały zapas wytrzymałości. Oczywiście amatorzy krótkich bulderowych dróg również będą mieli gdzie powalczyć, ale trzydziesto czy czterdziesto metrowe maratony są tutaj prawdziwą wizytówką rejonu.

CAŁY WPIS I ZDJĘCIA NA BLOGU STEFANA!

 




ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here