Trening…? A na co to komu?! cz.1

2008.12.10_trening_tede.jpgNa temat treningu zostało już powiedziane, napisane i wykrzyczane chyba wszystko. Na samej wpince doszukałem się z 5 artykułów dotyczących tego zagadnienia. Ukazała się też niedawno świetna książka Davida Macià o planowaniu treningu, więc co więcej ja mogę dodać…

Cóż, mimo wszystko postaram się podzielić z Wami moimi przemyśleniami dotyczącymi tego zagadnienia. Z treningiem mam do czynienia już od 6 lat, co tak naprawdę nie jest wielkim wyczynem.

Wyobraźmy sobie przeciętnego pana X: zaczął się wspinać dwa lata temu, był na kursie, bardzo dobrym, w Rzędkowicach, potem praca się zdarzyła i jakoś czasu nie było… Wchodzi na wpinkę i znajduje artykuły, dużo ich!! Ale jakoś trudno się czyta, nie za bardzo wiadomo, o co chodzi z tą wytrzymałością tlenową i beztlenową, siłą maksymalną, jakąś superkompensacją, interwałami…. Zacisnął zęby i czyta, na Google sprawdza, Wikipedia rozgrzana do czerwoności…

Zebrał się wreszcie i pojechał na ścianę. Wchodzi, a tam na krzesełkach siedzą takie mądrale i gadają. Jeden: a że to trening pliometryczny sobie wprowadza, bo to takie zajebiste; na co ten drugi: że g… prawda, on wierzy tylko w obwody, bo to engram robi; na to jeszcze inny: że tylko żelazo i BCAA…Nasz X czytał Morpho, widział jak ładują na tej małej drewnianej płycie z deskami, jak dwa karki podnoszą wszelkie dostępne żelastwo, jakie znaleźli w BUW-ie, że aż śruby piszczą.

Po czym jeden mądrala wstaje, wkłada uprząż i zaczyna szkolić dwie tlenione foczki, tłumacząc jednej, jak ma trzymać linę. Do drugiej, bezskutecznie wdrapującej się, mówi, że był tam na górze, i że 20 centymetrowe paznokcie raczej nie pomogą we wspinaczce na skałkę. A te kulki to tak, do łapania. O co tu chodzi? – myśli biedny X.

Ech, no cóż, życie. Wróćmy jednak do treningu! Z moich własnych obserwacji wynika, że wspinaczy podzielić można na dwie grupy: hedonistów i sadomasochistów.

Sadomasochiści to Ci trenujący ¾ życia spędzający w ciasnych, spoconych pomieszczeniach. Czasem na zawody wyskoczą, czasem w skały, no i tylko cyfra, cyfra, cyfra!! Nieodłącznym wyznacznikiem tej grupy jest też stale zadawane pytanie: ile razy dajesz ze szmaty.

Hedoniści to grupa, która stara się czerpać rozkosz z samego aktu wspinania, jeżdżą w białe skały, w Tatry, wysokie góry. Zazwyczaj wędeczki sobie rozwieszą, na ścianę z rzadka przychodzą, gardzą panelem. Trzeba jednak powiedzieć, że też mają w sobie coś z sadomaso, bo siedzenie w tym samym ubraniu ponad tydzień, nieogolona twarz, minus 20 stopni, zapach potu i cały czas z tym samym facetem w małym namiocie… Ale to przecież co innego! – tu chodzi o wielką męską przygodę w górach!

Prawda jest jednak taka, że w końcu każdy przejdzie na ciemną stronę mocy, w końcu każdy będzie musiał wrzucić trening, to jak z piciem alkoholu, wiadomo – niezdrowe, są nawet tacy, co nie piją, ale raczej dziwnie się na nich patrzy, trochę nieufnie.

„Do czego zmierzasz?” – zapytasz Czytelniku. A no do tego, że dobrze ułożony trening, nie taki do kasacji, ani też taki pozorny, ściemniany, jest naprawdę ważną rzeczą. „A to niby czemu?” – rozlegną się okrzyki nawet z najdalszej części sali. A to temu, że wspinanie jest takim dziwnym sportem, o którym, co by nie mówić, ciągle dąży się do jakiegoś celu, a kiedy osiągnie się go, to chce się więcej. Dlatego właśnie powstały pierwsze szkoły wspinania, pierwsze teorie i założenia treningu, który to ma na celu usystematyzowanie ćwiczeń, dzięki którym rośnie moc, wytrzymałość, gibkość, czyli ogólna sprawność organizmu. „Bla, bla, bla” – zawołasz zniecierpliwiony – ”a gdzie konkrety?”

A więc do dzieła; jak zacząć trenować? Postaram się to jakoś wszystko ułożyć w jedną spójną całość, ale błagam, nie bierzcie tego, co piszę, za absolut, za jakiś dekalog. Nie roszczę sobie praw do wiedzy absolutnej dotyczącej takiego zagadnienia, jakim jest trening!

1. Żeby w ogóle mówić o trenowaniu, należy pokazywać się na ścianie, co najmniej 2 razy w tygodniu! Może się wydać śmieszne, że piszę coś takiego, ale to pytanie pojawia się często! Raz w tygodniu to kpina, to nie jest trening!! Dwa razy to absolutne minimum! Natomiast dla osób zaawansowanych, taka ilość treningu to tylko podtrzymanie formy, choć to też kwestia osoby.

2. Planując trening, musisz pomyśleć, jak go rozłożyć w grafiku tygodniowym, to znaczy, w jakie dni dasz radę być na ścianie, a jakie dni przeznaczasz na resty. Na początek polecam trening 1+2 (jeden dzień treningu + dwa dni restu). Nieco zaawansowani mogą trenować 1+1 a nawet 2+1, lecz są to treningi już bardziej obciążające.

3. Oczywiście musisz odpowiedzieć sobie na jedno zajebiście ważne pytanie: co chcę osiągnąć poprzez trening?! Czym innym jest trening wytrzymałościowy pod długie drogi w Alpach, czym innym jest trening siły maksymalnej pod balderowy wyjazd do Fontainebleau, czym innym jest trening pod polskie białe skały, Osp czy Siuranę, a jeszcze czym innym jest trening pod Chorro czy Kalymnos.

4. Zapytaj i poproś o pomoc przy ułożeniu treningu osobę, która się na tym zna! Na ścianach w Warszawie jest wiele osób siedzących w tym temacie. Możesz też zarzucić temat na forum wpinki. Nie ma co się wstydzić – mało kto rodzi się z talentem przepowiadania treningu.

5. Jeśli jednak samemu chcesz podjąć wyzwanie układania sobie treningu, nie narzucaj sobie kosmicznego tempa – wszystko powoli. Warto nabyć książkę Davida Macià „Planowanie treningu we wspinaczce sportowej”. Kosztuje 30 złoty, naprawdę polecam!

6. Warto chodzić na różne ściany, aby nie zamykać się w jednej pakerni!

7. Należy uważać na kontuzje, które najczęściej są spowodowane przez nałożone zbyt duże tempo treningowe. Z własnego doświadczenia doradzę – trening na campusie odłóżcie na później.

8. Warto urozmaicać trening jakimiś innymi ćwiczeniami. Osobiście jestem pod wielkim wrażeniem jogi, która naprawdę wspaniale współdziała ze wspinam. Rozciąganie, którego tak wszyscy unikają, skupienie się na oddechu, o którym to absolutnie wszyscy zapominają. Oczywiście można też skoczyć na basen, bieganie, rolki, rower, ćwiczenia aerobowe, najlepiej nie obciążające tych partii mięśni, które katujemy podczas sesji treningowej.

9. Rzecz prozaicznie brzmiąca, ale ważna jak cholera! Higiena dłoni… Paznokcie utrzymujcie krótkie. Nie zapominajcie o piłowaniu nawarstwiających się na paluchach skórek, które podczas robienia przechwytów (najbardziej właśnie na początku) mogą się zerwać razem z całym naskórkiem aż do żywego mięsa. W wyniku czego powstanie makabryczna rana, a z niej dniami i nocami będzie lać się osocze i w ogóle masakra! Kiedy będziecie ćwiczyć raz w tygodniu na wędeczce ten problem nie pojawi się, ale jeśli zaczniecie ładować częściej, to na bank, zaboli! Lepiej przeciwdziałać niż potem leczyć.

10. Dobrze jest trenować z kimś. Wiem, że niektórzy wolą w samotności szlifować moc, ale ładując z kolegą zawsze się nakręcacie, nie odpuszczacie!

Tyle, jeśli chodzi o słowo wstępu. W następnym artykule postaram się rozpisać przykładowy trening dla początkujących i średnio zaawansowanych łojantów.

Zapraszam do dyskusji, piszcie swoje pytania, uwagi, krytyczne opinie!

Autor: Tadeusz Sługocki

Artykuł z




  • 4 KOMENTARZE

    1. A. co do książek. Ja osobiscie dostałem od bliskiej mi osoby „Wspinaczka skałkowa” Poradnik autorstwa Dana Hague i Douglasa Huntera. JEstem z niej strasznie zadwowolony. W sposob przystepny i bardzo szeroki przedstawia mnóstwo aspektow treningu, od swiadomosci wlasnego ciała, anatomii, fizjologii, rodzajach ruchow, po skomplikowane treningi siłowe wytrzymalosciowe itp :) Jak dla świezaka mysle ze daje rade:)

    2. Cześć. Wpadłem na Waszę stronkę ponieważ zaczynam od niedawna próby układania sobie treningu. Prawda z tą higieną dłoni… Niestety ja to olałem myśląc że przesadzacie :) Dzisiaj się przekonałem boleśnie jaki możę to być problem gdy nie dbasz o dłonie. Zwiększyłem minimalnie intensywnosc treningow i z miejsca porobiły mi sie okropne blazy :/ Stad wlasnie trafilem na strone szukajc pomocy w tym problemie ;] Pozdrawia mserddecznie i dziek iza wszystkei porady przy treningu :)

      • Skóra się utwardzi po kilku takich blazach… ale polecam oliwę z oliwek, Climb-on’a i ewentualnie inne kremy do rąk… można również plastrować palce, które ulegają największemu ‚zblazowaniu’ :]

    ZOSTAW ODPOWIEDŹ

    Please enter your comment!
    Please enter your name here