Mówiąc o Bieszczadach i ich najwyższym szczycie przed oczami mamy widok na piękne połoniny z Tarnicą i majestatycznym krzyżem. Jest w tym dużo prawdy, jednak jeśli mowa jest o najwyższym szczycie całych Bieszczad – a wiemy, że w Polsce leży tylko ich część – należy wskazać Pikuj, szczyt wyższy od naszej Tarnicy o 42 m. Poznajmy go bliżej, by nabrać ochoty na prawdziwie bieszczadzką wyprawę.

Położenie geograficzne

Szczyt Pikuj ma wysokość 1408 m n.p.m. Leży na Ukrainie i jest najwyższym szczytem całych Bieszczad. Przez jego szczyt biegnie granica między obwodami lwowskim i zakarpackim. Do roku 1772 przebiegała tędy granica pomiędzy Koroną Królestwa Polskiego, a Królestwem Węgier. Przed II wojną światową natomiast przechodziła tędy południowa granica RP, granica polsko-czechosłowacka, a później polsko-węgierska, która istniała do września 1939 roku (formalnie do 31 grudnia 1945 roku.).

Ze stoków Pikuja w północnym kierunku spływają potoki – Onyliw i Zelemeny, które łączą się i jako Husnianka wpadają do Stryja, dopływu Dniestru. We wschodnim kierunku spływają potoki łączące się jako Biłasowica, a w kierunku północno-wschodnim spływa z Pikuja potok Koczykliwski, ochodzący w Żdenijewie do Żdenijówki, jest to dopływ Latoricy.

 

bieszczady-panorama.jpg

 

 

Opis szczytu

Masyw Pikuja (1408 m n.p.m.) leży w zlewisku Morza Czarnego. Sam szczyt wznosi się w tzw. Grzbiecie Wododziałowym, rozdzielającym dorzecza Dniestru i Latoricy. Pikuj jest szczytem łatwo rozpoznawalnym za sprawą różnego wyglądu w zależności od miejsca. Kiedy spojrzymy na szczyt ze wschodu bądź z zachodu, zobaczymy łagodne, obłe wzniesienie. Kiedy zaś spojrzymy na niego od strony Wołowca, zobaczymy ostry, spiczasty wierzchołek i strome stoki. Prawdopodobnie stąd wzięła się nazwa szczytu “Pikuj”. Przed II wojną światową szczyt dzisiejszego Pikuja nazywano Huślą.

 

bieszczady-panorama.jpg

 

Szczyt Pikuja jest kamienisty, możemy zaobserwować tutaj odkryte skałki piaskowca. Ze szczytu roztacza się niesamowity widok na wszystkie strony świata. Widzimy cały główny łuk Karpat od Przełęczy Użockiej, nasze polskie połoniny, Rawki, Tarnicę, Halicz aż po Ostrą Horę, masyw Borżawy ze Stohem i Wielkim Wierchem, Gorgany oraz Beskidy Skalskie. Widok zapiera dech w piersiach.

Na szczycie Pikuja, stoi duży betonowy słup, punkt triangulacyjny z czasów sowieckich, krzyż i tablica upamiętniająca bohaterów walczących z moskiewskim okupantem. Warto zwrócić uwagę na obelisk poświęcony pierwszemu prezydentowi Czechosłowacji, Tomasowi Masarykowi.

Warto zaznaczyć, że szczyt Pikuja i jego okolice są objęte Rezerwatem Krajobrazowym Pikuj i rezerwatem zoologicznym Łybuchorskyj.

Bojkowie – dawni mieszkańcy okolicznych wsi

Bojkowie byli grupą etniczną górali pochodzenia wołoskiego i rusińskiego, zamieszkiwali Karpaty Wschodnie, od Wysokiego Działu w Bieszczadach aż do doliny Łomnicy w Gorganach. Ich pochodzenie nie jest jasno określone. Jedni sądzą, że pochodzili oni z plemion celtyckich Centralnej Europy, inni że Bojkowie to potomkowie rusko-wołoskich osadników. Teorii ich pochodzenia jest jeszcze więcej, podobnie jak tych na temat pochodzenia nazwy. Nazwa “Bojkowie” pojawiła się już w 1607 roku.

Bojkowie mieszkali w charakterystycznych chatach zwanych chyżami. Cechowały się one tym, że kilka izb, w tym także te gospodarcze, znajdowały się pod jednym dachem. Ludzie mieszkali w jednej izbie, w drugiej mieszkały zwierzęta. Bojkowie trudnili się wypasem bydła i rolnictwem. Bydlo stanowiło wartość handlową. Bardzo ważna w ich życiu była wiara, stąd tak wiele zachowanych cerkwi.

 

kirkut-bieszczady-historia.jpg

 

Kultura bojkowska jest dzisiaj chętnie zgłębiana, a w Bieszczadach, zarówno tych ukraińskich, jak i polskich, wyraźnie czujemy wpływ bojkowskiej kultury na rzeczywistość. Bojkowie wierzyli, że lasy zamieszkują upiory, wampiry, nadprzyrodzone istoty. Powstały wokół tych wierzeń liczne legendy i opowieści, których przecież w Bieszczadach nie brakuje.

Przemierzając m.in. Sianki czy inne ukraińskie wsie możemy napotkać jeszcze bojkowskie chyże, ślady ich tutejszej działalności i egzystencji. Każdy chyba słyszał o strasznych tragediach, które rozgrywały się na terenach Bieszczad, o wysiedleniach ludzi, którzy z godziny na godzinę zmuszeni zostali do zostawienia za sobą wszystkiego, co mieli, co kochali i czym się zajmowali. Przesiedlenia nie minęły także Sianek, przed wojną wieś ta leżała po stronie polskiej, później została przedzielona granicą. Ludzi wysiedlano. Obecnie na terenie Sianek po stronie ukraińskiej mieszka około 200 osób. Panujący tu klimat jest niepowtarzalny.

Szlaki na szczyt Pikuja

Pikuj (1408 m) nie jest celem trudnym do zdobycia. Większość trudności spotyka nas raczej przy dotarciu na początek szlaku w kierunku Pikuja – m.in. kontrole na granicy, korki – niż na samym szlaku. Ze szczytu Pikuja roztacza się niepowtarzalny widok m.in. na cały łuk Karpat. Warto więc podjąć wysiłek i ruszyć na najwyższy szczyt w Bieszczadach.

 

szlak-w-bieszczadch.jpg

 

Szlak z Sianek przez Starostynę i Wielki Wierch

Z Sianek granią w kierunku południowym przez Starostynę (1229m) i Wielki Wierch (1309m) wiedzie najdłuższy szlak na wierzchołek Pikuja, ciągnący się na długości 32 km. Jest to wyprawa, którą można odbyć w 2 dni. Warto pamiętać, że nie ma tutaj schronisk, można jednak bezproblemowo rozbić się na połoninie, warto więc mieć ze sobą namiot.

Na szlaku kierujmy się bardziej kierunkiem, w jakim prowadzi nas kompas czy po prostu…własny rozsądek niż oznaczeniami. Z drogi przez Sianki musimy skręcić w las. Tego rozwidlenia nie przegapimy, bo zakręt jest tuż przy krzyżu, którego nie sposób nie zauważyć. Po ponad godzinnym marszu dotrzemy na polankę z pięknym widokiem na Bieszczady Wschodnie. Stąd udajemy się w kierunku głównej grani, jednak nie liczmy na oznaczenia – są one tu bardzo nieczytelne. Kierujmy się w górę, aż dotrzemy na szczyt Pikuja.

 

jeleń-na-połoninie.jpg

 

Na szlaku w kierunku Pikuja ciężko jest znaleźć źródła wody pitnej. Istnieją takie przy przełęczy Chresty między Żurawką, a Starostyną oraz na zboczach Wielkiego Wierchu. Niektóre z tych źródełek jednak wysychają przy wysokich temperaturach.

Zmierzając ku szczytowi Pikuja z Sianek, przez większość drogi będziemy poruszać się malowniczymi połoninami, skąd widok zapiera dech w piersiach.

Szlak ze wsi Biłasowica

Na szczyt Pikuja z Biłasowicy możemy dotrzeć szlakiem czerwonym (9 km) lub szlakiem żółtym (6 km). Zdziwić nas może fakt, że deklarowany czas przejścia obu wariantów trasy jest taki sam – 3,5h- pomimo 3 km różnicy. Warto w tym miejscu napomknąć o tym, że oznaczenia szlaków w ukraińskich Bieszczadach pozostawia wiele do życzenia. Oznaczenia pojawiają się w różnych miejscach, czasem nie wiadomo skąd, a deklarowany czas przejścia szlaku nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.

W połowie wsi Biłasowica zauważymy zejście z drogi do lasu. Prowadzą tędy czerwone oznaczenia. Możemy tą drogę dotrzeć na szczyt Pikuj, wspinając się na grań i Wielki Menczył (1036m). Możemy jednak także dojechać do charakterystycznego różowego sklepu, gdzie możemy zostawić samochód i zacząć wyprawę.

Kierujemy się w górę potoku. Ścieżka w pewnym momencie wejdzie w las i tak powiedzie nas przez około 1,5h, idziemy za zielonymi oznaczeniami. Wejdziemy na piękną polankę, na której znajduje się malownicza drewniana bacówka. Możemy tutaj odpocząć lub zająć się szukaniem pięknych rzadkich gatunków kwiatów. Szczęśliwcy odnajdą tutaj storczyki plamiste, lilie czy ostrożeń łąkowy.

 

roslinnosc-bieszczad.jpg

 

Po 40 min drogi od bacówki na polanie wejdziemy na kolejną polanę na grani pomiędzy Wielkim Menczyłem, a wierzchołkiem Pikuj. Ścieżka w tym miejscu robi się już bardzo stroma, wiedzie przez gęstwiny jałowców i borówczyn. Tą mało wygodną, ale bardzo widokową trasą dotrzemy na szam szczyt Pikuja, najwyższy szczyt w Bieszczadach.

Biłasowica jest ciekawą wsią, w której rozwinęła się agroturystyka. Działa tu również ciekawy pensjonat “Sadyba Pikuj”. Dlaczego ciekawy? Otóż, po jednej stronie pensjonatu widzimy luksusowy basen, elegancki budynek turystyczny, od tyłu zaś zauważyć można.. oborę. Takie połączenie dwóch światów tworzy bardzo interesujący, unikalny klimat.

O czym trzeba pamiętać, wyjeżdżając w Bieszczady Ukraińskie?

Wyjeżdżając na wyprawę na najwyższy szczyt Bieszczad, musimy pamiętać o kilku ważnych kwestiach.

Paszport oprócz dowodu osobistego

Ukraina nie jest państwem należącym do Unii Europejskiej, więc sam dowód osobisty nie wystarczy. Przy kontroli na granicy musimy okazać aktualny paszport. Warto o tym pamiętać, zwłaszcza, że do wielu państw paszportu nam nie potrzeba, łatwo więc o tej kwestii zapomnieć.

Strefa czasowa

Planując wyprawę musimy pomyśleć o tym, że na Ukrainie panuje inna strefa czasowa, strefa czasu wschodnioeuropejskiego. Musimy więc do naszej godziny dodać jeszcze 1 godzinę. Trzeba wziąć to pod uwagę, planując wyjście na szlak, by nie zabrakło nam dnia na dotarcie na wierzchołek Pikuja i powrót przed zmierzchem.

Waluta

Na Ukrainie nie możemy płacić naszą walutą, musimy więc odwiedzić kantor. Obowiązująca waluta to hrywna, według przelicznika, 1 hrywna to około 0,16 PLN. Najkorzystniej jest wymienić złote na hrywny w kantorze w Starym Samborze.

 

mapa-konkurs.jpg

 

Kontrola graniczna

Przez ukraińską granicę nie przejedziemy tak łatwo. Musimy być przygotowani na skrupulatną kontrolę na granicy, a także na długie kolejki do jej przekroczenia. Korki sięgają czasem nawet kilku, kilkunastu kilometrów, trzeba więc uzbroić się w cierpliwość, nierzadko czeka nas nawet pół dnia czekania na przejazd. Wielu turystów wybierających się na szczyt Pikuja zostawia samochód w Medyce, a dalej udaje się komunikacją publiczną.

Ubezpieczenie

Każde wyjście w góry wiąże się z jakimś ryzykiem wypadku i potrzeby pomocy. Ponieważ Pikuj leży poza granicami kraju, warto zadbać o ubezpieczenie, by w razie potrzeby nie musieć płacić z własnej kieszeni za akcję ratowników. Szlaki na Pikuj nie są co prawda trudne i niebezpieczne, ale jednak skręcenie czy zwichnięcie kostki może przydarzyć się każdemu.

Ekwipunek

Szlak na najwyższy szczyt w Bieszczadach, Pikuj (1408 m) nie wymaga specjalistycznego sprzętu. Zabieramy ze sobą to samo, co w przypadku innych bieszczadzkich tras. Warto zabrać m.in. kurtkę przeciwwiatrową i przeciwdeszczową, warto mieć ze sobą wygodne buty. To podstawa. Oprócz tego oczywiście zapas jedzenia, picia, latarka czołowa, czyli standardowe wyposażenie. Jeśli planujemy podejście na szczyt Pikuja najdłuższą trasą, której nie zdążymy przejść w ciągu jednego dnia, należy zabrać ze sobą namiot, bo schroniska po drodze nie spotkamy. Nie ma żadnych ograniczeń w zakresie rozbijania namiotu na połoninie, mamy więc szansę na niesamowity wchód słońca w drodze na Pikuj.

Pikuj zimą

Teoretycznie, szczyt Pikuja można zdobyć także zimą. Niektórzy śmiałkowie próbują nawet przejść Grzbiet Karpat Ukraińskich między Polską, a Rumunią. Jest to długa trasa, która latem zajęłaby około dwóch tygodni, zimą na pewno o wiele dłużej. Pikuj latem nie jest trudny do zdobycia, zimą jednak potrafi być wyzwaniem. Niewielka liczba turystów sprawia, że szlaki nie są wydeptane, zwykle są zupełnie zasypane śniegiem. Oznaczenia szlaków na Pikuj nawet latem są trudne do zrozumienia, zimą są niewidoczne, więc nietrudno jest się zgubić. Dochodzi do tego brak schroniska przy szlaku, nie ma więc szans na zatrzymanie się w celu ogrzania się czy odpoczynku, pozostaje nam jedynie namiot.

 

 

bieszczady-zima.jpg

 

 

Widok ze szczytu Pikuja zimą jest piorunujący, oczywiście, pod warunkiem, że widoczność na to pozwoli. Wysokość 1408 m wydawać by się mogła prosta d zdobycia, wielu miłośników zimowych wędrówek górskich mimo wszystko wycofuje się z próby podboju Pikuja, zwłaszcza, że zimy potrafią być tutaj bardzo srogie. Jeśli wybieramy się na wierzchołek Pikuja zimą, konieczne mogą okazać się raki lub narty śnieżne. Może też się okazać, że wejście na Pikuj będzie niemożliwe.

Czy warto odwiedzić szczyt Pikuj?

Bieszczady, najwyższy szczyt Pikuja (1408 m n.p.m.), jak i cały okoliczny teren to miejsca niesamowicie bogate zarówno pod względem kulturowym, jak i turystycznym. Jeśli szukamy prawdziwie dzikich Bieszczadów, w które nie dotarła jeszcze komercja i tłumy, jak ma to miejsce w wielu bieszczadzkich okolicach po polskiej stronie, Pikuj jest celem jak najbardziej odpowiednim. Nawet w sezonie trudno spotkać tutaj turystów, co jest naprawdę unikalne, szczególnie z racji tego, jak niesamowity widok roztacza się ze szczytu. W drodze na Pikuj spotkamy ciszę, spokój i prawdziwą dzikość bieszczadzkich okolic. Po polskiej stronie turystów jest znacznie więcej, a dzikie miejsca są już bardzo trudne do znalezienia.

 

bieszczady-panorama.jpg

 

Zdecydowanie warto odwiedzić szczyt Pikuja (1408 m n.p.m.). Wbrew pozorom, dotarcie tutaj wcale nie jest takie trudne, jeśli tylko dopełnimy formalnych obowiązków ( m.in. paszport, kontrole na granicy) i nawet mimo korków na granicy, które potrafią skutecznie zabrać nam pół dnia, droga powinna przebiec bezproblemowo. Nie trzeba obawiać się też miejscowej ludności – Ukraińcy to bardzo życzliwi i uśmiechnięci ludzie, a spotkani po drodze na Pikuja turyści – o ile w ogóle uda nam się kogoś spotkać – z pewnością okażą się bratnimi duszami, które także na szczycie Pikuja szukają ciszy i naturalnego piękna dzikich Bieszczad, traconego powoli za polską granicą.

Podsumowując, Pikuj jest miejscem, które musi zobaczyć każdy miłośnik bieszczadzkiego, niepowtarzalnego klimatu. Najlepiej taką wycieczkę zaplanować wiosną lub latem i rozłożyć ją na kilka dni, by dłużej móc napawać się tą unikalną atmosferą i ciszą, jaka tu panuje.

Zdjęcia pochodzą z serwisu Pixabay.pl